Poniedziałek, 21 września 2020 r. Imieniny Darii, Mateusza, Wawrzyńca

Kajakowa przygoda na Płytnicy

19 stycznia 2020 roku kajakarze z Koła Turystów Górskich im. Klinka Bachledy w Kcyni we współpracy z Dyrektorem Zakładu Poprawczego w Kcyni oraz Dyrektorem Zespołu Szkół im. Stanisława Staszica w Nakle nad Notecią, zorganizowali spływ kajakowy na Płytnicy „królowej zwałek Północnej Wielkopolski”. Wzięli w niej udział, obok organizatorów-klimków, zaproszeni przyjaciele z Sępólna Krajeńskiego, Ostrówka oraz Pakości.

Płytnica jest prawym dopływem Gwdy, a swój początek ma w okolicach wsi Łabędź nieopodal Szczecinka. W swoim górnym biegu Płytnica płynie w kierunku południowym przez siedem rynnowych jezior. Dalej przez teren byłego poligonu w rejonie Bornego Sulinowa przepływa przez osadę Prądy i wpływa do jeziora zaporowego Smolary. To właśnie z niego startowaliśmy naszymi kajakami. Dziewięciokilometrowy odcinek do ujścia do Gwdy pokonaliśmy w cztery godziny. Jest to rzeka, która pozwala zapomnieć o troskach i problemach dnia codziennego. Przepłynięcie jej zmusza do włożenia większego wysiłku, nie tylko w wiosłowanie, lecz także w umiejętne pokonywanie licznych naturalnych przeszkód zalegających płytkie dno rzeczki. Spływ Płytnicą gwarantuje niezapomniane wrażenia. Przez wielu uważana jest za jedną z najbardziej urokliwych rzek w Północnej Wielkopolsce, jednak tak jak jest piękna, tak samo jest trudna i uciążliwa. Ilość zwalonych drzew jest podobna do zwałek na znanych nam doskonale z naszego regionu, Łobżonce, Orlej czy Rokitce. A niespotykana na innych rzekach. Na spływie Płytnicą sprawdzają się doskonale  kajaki jedynki i to tylko dla wprawionych kajakarzy, zapalonych pasjonatów aktywnego wypoczynku, szukających przygód w pokonywaniu trudności i kontemplowania dzieł natury. Mijane przez nasze śmigłe kajaki, pnie drzew powalone przez bezlitosny wiatr w nurcie rzecznym, porośnięte były fantazyjnymi brodami porostów i mchów. Zdawaliśmy sobie sprawę, że tchnienia bezlitosnego czasu powoli przywracały je otaczającemu lasu w postaci próchnicy. Niektóre wczepione rozpaczliwie pazurami wypłukanych wartkim nurtem korzeni jeszcze walczyły o przetrwanie lecz ich los był przesądzony. Otaczający nas las w ten styczniowy dzień był tajemniczy przyczajony i cichy, tchnął pierwotnym spokojem,  był podobny do olbrzymiego wilka, dziki nieobliczalny, a zarazem piękny… Można było w nim poczuć powiew wolności i swobody, tak nam potrzebny po całych dniach pracy i wypełniania ludzkich obowiązków.

Rzeka ta zdecydowanie nie nadaje się dla osób traktujących spływy relaksowo/wypoczynkowo. Cały czas płynęliśmy wśród grądowych lasów, porastających mijane sandrowe wały, podbagnione obniżenia porastał ols.  Na wypłaceniach przyspieszała ona i z szumem na zalegających dno głazach zmieniała się w górski potok, przez co stawała się dużo bardziej malownicza. Płynęło się nią naprawdę wyśmienicie. Rzeka prawie cały czas kręciła, meandrowała, przewalała swe wody przez  gęsto rozmieszczone zwałki, łatwe do pokonania żółwikiem, glusiem lub przerzucaniem. Nie było za głęboko, raczej płytko, przez co bezpiecznie.          Poobijani i przemoczeni, lecz zadowoleni dopłynęliśmy do wsi Płytnica. Przed ujściem Płytnicy do Gwdy wyszliśmy z kajaków na brzeg. Na zakończenie rozgrzaliśmy się przy grillu. I jak zawsze w takich momentach, pełnych wspólnych przemyśleń, gdy przebiegła między nami iskierka zrozumienia i wzajemnego szacunku, zaplanowaliśmy  następne spływy w najbliższym czasie.

materiał. Jacek Maćkowski

--> wstecz