Środa, 12 grudnia 2018 r. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

Rozmowa z Remigiuszem Kuźmińskim – artystą pochodzącym z Pałuk i urodzonym w Szubinie

 

Jest Pan muzykiem z wykształcenia. Ukończył Pan Akademię Muzyczną im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Posiada Pan wyższe wykształcenie muzyczne jako dyplomowany wokalista i dyrygent z tytułem magistra sztuki. Co zatem myśli sobie taki artysta jak Pan widząc dzisiejszą dominację muzyki disco polo?

Uważam, że jest to szeroki temat. Taka muzyka była, jest i najprawdopodobniej będzie istnieć. Myślę, że jest ona nawet dla wielu ludzi potrzebna, co widać po ogromnej ilości słuchaczy w naszym kraju. To muzyka łatwa i lekka dla potencjalnego odbiorcy. Ja osobiście takiej muzyki nie cierpię i w mojej pracy scenicznej nie wyobrażam sobie, abym kiedykolwiek mógł sięgnąć po tego typu repertuar, natomiast kiedy jestem poza pracą na scenie i na przykład bawię się prywatnie u cioci na imieninach czy weselu kuzynki, to nie wyobrażam sobie, aby nie potańczyć przy czymś na tzw. pod nóżkę. Disco polo to gatunek zarezerwowany dla potańcówek okolicznościowych i nie ma nic w tym dziwnego, że każdy raz na jakiś czas chce się zwyczajnie powygłupiać i potańczyć. Zarówno ja oraz wielu moich kolegów i koleżanek z uczelni wykonujemy muzykę na poziomie akademickim zgodną z naszym wykształceniem i umiejętnościami. Jesteśmy ukierunkowani na profesjonalnych muzyków. Nasza wieloletnia edukacja muzyczna jest dla nas najważniejsza i najcenniejsza. Muzyka to nasz wyuczony i wykonywany zawód. Dla uzyskania gruntownego wykształcenia muzycznego poświęciliśmy znaczną część naszego życia, dlatego też posiadając dyplomy magistrów sztuki, nasze wykonawstwo sceniczne jest bardzo często niszowe i zarezerwowane dla ludzi z szerokimi horyzontami. Po nasze dźwięki sięgają prawdziwi koneserzy sztuki muzycznej. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Jeśli chcesz potańczyć idziesz na koncert disco polo, zaś jeśli chcesz przeżyć i doświadczyć czegoś na bardzo wysokim poziomie, idziesz na koncert z muzyką wysokiej klasy.

Ostatnio pojawił się Pana nowy teledysk, który można oglądać na Pana stronie. Co to za klip?

Tak, dokładnie. Miesiąc temu ukazał się mój teledysk do utworu „Przychodzi czas”, który znajduje się na mojej drugiej płycie solowej. Jest to polskojęzyczna kompozycja pochodząca z musicalu „Afera Mayerling”. Zapraszam do oglądania.

Niedługo wchodzi Pan do studia nagraniowego. Będzie Pan realizował nowy projekt. Co to takiego będzie?

Na razie nie chcę zdradzać szczegółów, ale z pewnością już wkrótce na mojej stronie zostanie opublikowana jakaś informacja na ten temat.

Pana rodzina jest bardzo muzykalna. Kto z bliskich oprócz Pana zajmuje się jeszcze muzyką?

Tak, zgadza się. Co prawda tylko mi udało się zostać dyplomowanym muzykiem z wykształcenia, bo taki był po prostu mój cel od samego początku, ale muszę przyznać że wielu moich krewnych całym sercem kocha muzykę i ma lub miało z nią wiele wspólnego. Do takich osób należy np. mój tata, pradziadek, siostra i kuzynostwo.

Pana działalność estradową można obserwować na oficjalnej stronie internetowej www.remigiuszkuzminski.pl natomiast nie ma Pana na Facebooku. Dlaczego?

Przed laty kilkukrotnie posiadałem swój profil na Facebooku. Po pewnym czasie użytkowania kasowałem konto i za każdym razem umacniałem się w przekonaniu jak bardzo nie pasuję do tego typu portali społecznościowych. Moje życie jest po części analogowe. Korzystam tylko ze smartfona, z rozmów telefonicznych, sms-ów, maili, strony internetowej i Kanału YouTube, na którym są moje nagrania płytowe będące przekierowaniem na oficjalną stronę www. I to mi w zupełności wystarczy. Nie posiadając konta na FB nie czuję się w żaden sposób wykluczony cyfrowo. Mam kontakt z ludźmi, z którymi chcę mieć kontakt, a nie z ludźmi których wogóle nie znam lub tylko raz w życiu spotkałem. Sądzę, że Facebook zdominował i zmanipulował ludzi do tego stopnia, że oni nie zdają sobie sprawy z powagi uzależnienia w jakim się znajdują. Każdy ma swój rozum i sam decyduje czy z Facebookiem będzie obcował czy też nie. Z drugiej strony obiektywnie uważam, że Facebook jako narzędzie samo w sobie ma też dobre cechy, tylko ludzie do końca tego narzędzia nie wykorzystują w odpowiedni sposób. Na portalu tym znaleźć można wiele ciekawych informacji z dziedziny życia, która nas interesuje, można kontaktować się zupełnie za darmo z bliskimi zza granicy, ale zaś nie każdy chce wiedzieć, że np. Zdzisia właśnie idzie do kina czy Zdzisiowi popsuł się samochód. Ja wolę poczytać książkę, potrenować swój głos, skomponować nową muzykę, napisać nowe teksty lub spotkać się ze znajomymi na kawie. Jestem zwolennikiem tradycyjnych stron internetowych i Facebookowi stanowczo mówię nie! Jeśli ktoś chce zobaczyć co słychać u mnie na gruncie zawodowo – artystycznym, to wchodzi na moją oficjalną stronę www.remigiuszkuzminski.pl, zaś znajomi lub rodzina chcąca dowiedzieć się co u mnie słychać prywatnie, zwyczajnie mnie odwiedza, dzwoni lub pisze.

Jak każdy człowiek ma Pan za sobą doświadczenia przyjemne, jak i te o których wolałby zapomnieć. Podzieli się Pan z nami i powie coś więcej na ten temat?

Taka jest przykra prawda, że wielu ludzi w życiu mnie niestety zraniło i teraz mam trudności z zaufaniem komukolwiek. Gdy byłem jeszcze bardzo młodziutki np. w podstawówce to gdy ktoś mnie zranił, zazwyczaj stulony wracałem do domu, płakałem i oddawałem się dźwiękom mojej kochanej muzyki. To ona przynosiła mi ukojenie. Teraz w dorosłym życiu wszystko się zmieniło. Gdy ktoś podnosi na mnie głos bez powodu, ubliża mi, próbuje zmanipulować, narzucić swoje racje lub punkt widzenia, urąga mi jakimiś podtekstami, to w samoobronie potrafię przybrać postać krzykliwego choleryka. Nie daję sobie w kaszę dmuchać i wyznaję zasadę: „krzyk za krzyk, ząb za ząb”. Złych ludzi staram się unikać jak ognia, natomiast jeśli ktoś szanuje mnie i jest dla mnie dobry, ale tak zupełnie szczerze dobry, to odwzajemniam mu swoją dobroć w potrojonej ilości. Nie ilość przyjaciół jest dla mnie ważna, tylko jakość. Świadomie opuściłem środowisko ludzi, które źle na mnie wpływało. W pewnym momencie spostrzegłem się, że już tak zdominowano nade mną wszelką władzę, że nie miałem ani siły przebicia, ani żadnego autorytetu, ani nic do powiedzenia. Ale po części sam sobie byłem winien, bo od samego początku dałem sobie na to pozwolić. Przysłowiowo spakowałem walizkę i poszedłem swoją drogą. I to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Dzięki tej decyzji jestem teraz bardzo szczęśliwy. Swój wyuczony zawód artystyczny wykonuję najlepiej jak potrafię i zgodnie z tym czego nauczyli mnie moi profesorowie na studiach muzycznych i w szkole średniej muzycznej.

Pochodzi Pan z Pałuk. Czy tutaj zostawił Pan swoje serce?

Oooo tak. Nie tylko serce, ale i duszę. Urodziłem się w Szubinie, a wychowywałem w Zalesiu Barcińskim i Barcinie. Życie studenckie zaprowadziło mnie do Bydgoszczy i to właśnie Bydgoszcz po dziś dzień jest miejscem, gdzie przebywam najczęściej i gdzie czuję się twórczo oraz swobodnie. Uwielbiam też przebywać na Pałukach i w mojej kochanej gminie Barcin. Odwiedzam tam swoich znajomych i krewnych. Być może kiedyś tam powrócę na stałe. Takie jest moje ciche marzenie.

Jest Pan niewątpliwie prawdziwym artystą z ogromnym doświadczeniem i szerokim wykształceniem muzycznym. Czy zatem mógłby Pan opisać jakimi cechami charakteryzuje się artysta z krwi i kości?

Moim zdaniem, artysta cechuje się indywidualnością, osobowością, dobrymi wartościami, nieprzeciętnością, oryginalnością oraz dobrym warsztatem wykonawczym i twórczym. Artysta to człowiek, który widzi niedostrzegalne, czuje niematerialne i słyszy ciszę. Dalece w swoim myśleniu odbiega od tych pośród, których żyje a samotność ducha jest często towarzyszem jego artystycznej wędrówki. Dla większości ludzi artysta to pewnego rodzaju dziwak idący swoją własną ścieżką i poszukujący nieschematycznych przestrzeni. Artysta to istota wrażliwa lub często nadwrażliwa, która wiecznie buja w obłokach. Często charakteryzuje się własnym stylem bycia i posiada ogromną intuicję. Jeśli uprawia się sztukę to trzeba oddać się jej bezgranicznie. Tylko wtedy artysta będzie wiarygodnym i prawdziwym. Jedno jest pewne, że bycie artystą dostaje się w prezencie od Boga. I nie każdy artystą może być.

Z Panem Remigiuszem Kuźmińskim rozmawiał Robert Koniec.

--> wstecz