Niedziela, 26 stycznia 2020 r. Imieniny Lutosława, Normy, Pauliny

Spływ kajakowy Łobżonką na „poligonie zwałkowym”

25 listopada 2019 r. wychowankowie Zakładu Poprawczego w Kcyni, w ramach realizacji celów i zamierzeń programu wychowawczego „Bezpieczne Kajakarstwo”, wzięli udział w spływie kajakowym na rzece Łobżonce. Aby doskonalić nasze umiejętności manewrowania na rzekach z wieloma naturalnymi przeszkodami, zdecydowaliśmy się zmierzyć z tzw. „poligonem zwałkowym”. Tak w naszym środowisku kajakarzy nazywany jest odcinek Łobżonki z Kościerzyna Wielkiego do Klawka.

Ważnym elementem naszego spływu-szkolenia było uważne asekurowanie przez doświadczonych kolegów debiutanta na tego typu rzekach, jakim był nasz nowy kolega kajakarz Nikodem. Spłynięcie Łobżonką zawsze wzbudza nasze pozytywne emocje, a wybrany odcinek słynie z wielu trudnych i wymagających przeszkód. Pociągającą nas tajemnicą tej rzeki jest jej zmienność i nieobliczalność. Mimo że spływamy nią kilkanaście razy rocznie, za każdym razem zaskakuje nas swym nowym obliczem. Rzeka ta zniewala na nowo odkrywanym naturalnym urokiem i pięknem. Listopadowe zimne podmuchy wiatru odarły nadbrzeżne drzewa z ich kolorowych liści. Jedynie świerki ciemnym malachitem swych igieł stroją tą leśna głuszę, otaczającą nas zewsząd. Wokół wszystko szare, smutne, zapłakane… Jedynie rzeka, na przekór otaczającej nas melancholii, żyje szybkim i nieokiełzanym nurtem. Las przykryty pierzyną liści i uschniętych traw szykował się do snu. Nie widziane wcześniej,  spośród zielonej gęstwiny liści, ptaki drapieżne, siedząc jak duchy na nagich konarach, uważnie obserwowały nas i otaczający ich runo leśne, aby dopaść nieuważną mysz lub nornicę. Gdzieś zaskrzeczała sroka i wrona głośnym echem oznajmiła swą obecność. Pracowite bobry poprawiały swoje wysokie tamy przed zimą i zostawiły świeże ślady swych zębów na okolicznych drzewach, aby mieć zapas pożywienia na zbliżający się czas.

Inaczej Łobżonka wygląda latem, przy niskich stanach wody, gdy wyeksponowane z wody, bezładnie leżące pnie drzew, upodabniają ją do składowiska tartacznego. Jego pokonanie wymaga akrobacji kajakowej w poszukiwaniu wody. Inaczej teraz, późną jesienią, gdy wysoki poziom wody pozwala rozwinąć  „kajakowe skrzydła”. Choć ilość przeszkód jest mniejsza, to szybko przepływająca woda przez te, które wystają, stawia nowe wyzwania. Dodatkowo niska temperatura zmusza do bacznej uwagi, aby nie ulec niespodziewanej „kabinie”, a co za tym idzie, w konsekwencji do niebezpiecznego wychłodzenia ciała nieuważnego kajakarza.

Nasza przygoda z Łobżonką zakończyła się po czterech godzinach, dopłynięciem do Klawka. Po załadowaniu kajaków na przyczepkę i sprzętu kajakowego do samochodu, powróciliśmy do zakładu. Nasz sezon kajakowy w tym roku nie zakończył się jeszcze…

materiał. Jacek Maćkowski

 

--> wstecz