Czwartek, 18 kwietnia 2019 r. Imieniny Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy

XIX Wyprawa w Zimowe Bieszczady turystów z KTG im. K Bachledy w Kcyni

W dniach od 23 do 27 stycznia 2019 roku turyści z Koła Turystów Górskich im. Klimka Bachledy w Kcyni po raz XIX wspólnie z przyjaciółmi z Wągrowca, Chodzieży, Bydgoszczy i Szubina wyprawili się w zaczarowaną krainę zimowych Bieszczadów.

Bieszczady o tej porze roku są puste. Z radością wchodzimy na szlaki, które w sezonie letnim tętnią krokami tłumów. Bywa, że wielu przypadkowych turystów chcą tutaj zakosztować „miastowych” fast-foodów pizzy i hamburgerów. Nie potrafią zrozumieć niezwykłości tych gór w ich surowym pięknie i prostocie życia. Próbują narzucić swoje przyzwyczajenia, lęki, problemy przywiezione z dolin. Mieszkających tutaj ludzi najczęściej traktują protekcjonalnie, spoglądając z wyższością i niechęcią na ich problemy i wysiłek związany z pracami, aby umożliwić nuworyszom wygodne spędzenie wolnego czasu w górach. A same góry otoczone surową zimową szatą są magnesem dla różnego rodzaju „wyrypiarzy”. Można tutaj spotkać amatorów ekstremalnych biwaków śnieżnych na grani bieszczadzkiej w doraźnie wykopanej jamie śnieżnej. Oczekujących całą noc w rejonie najwyższego szczytu Tarnicy 1346 m.n.p.m na cudowny spektakl świateł i barw o wschodzie słońca, gdzieś tam daleko nad majaczącymi w krwawej poświacie Pikujem i Gorganami. A jakże niesamowicie wyglądają wtedy oddalone o 170 kilometrów nasze Tatry… Doskonale wyposażeni w śpiwory puchowe i odpowiednią ciepłą odzież, nie obawiają się oni bardzo niskich temperatur oraz często szalejących wichur i zamieci śnieżnych. Spotkaliśmy miłośników górskich wędrówek w kopnym świeżym białym puchu na skiturach, uzbrojonych w foki lub na rakietach, którzy po skonsultowaniu się z dyżurującymi w Ustrzykach Górnych goprowcami, podejmują rozsądne decyzje i wybierają się na nielicznie udostępnione przez Bieszczadzki Park Narodowy szlaki. My, po trzech dniach wędrówki w dość trudnych warunkach pogodowych i wejściu na Małą Rawkę i Połoninę Wetlińską, wybraliśmy się ponownie na najwyższy szczyt Bieszczadów – Tarnicę. Byliśmy pod wielkim wrażeniem spektaklu górskiego, jakim zostaliśmy wynagrodzeni za wcześniejszy wysiłek. Kiedy wchodziliśmy na szczyt Tarnicy, słońce prześwitujące przez pasma chmur rozesłanych nad górami jak strzępy gręmplowanej wełny owczej, zestawiło nam gamę barw pełnych opalizujących cieni. Wielki Mistrz przedstawił nam impresjonistyczny obraz przypominający dzieła Józefa Mehofera czy Juliana Fałata. Gry różnorakich odcieni bieli zdawały się być nierzeczywiste. A w dole lasy podobne do sierści wilka jeżyły się w dolinach i parowach…(jakże trafne porównanie Karoliny)… Powoli, stawiając kroki w skrzypiącym śniegu, zachowując nabożną ciszę, weszliśmy na sam szczyt. Nie podchodziliśmy do Krzyża Papieskiego stojącego na małym plateau, obawiając się zakłócenia sacrum. Było pusto i tak czysto, uroczyście…

Po zjedzeniu posiłku i wypiciu ciepłej herbaty wyruszyliśmy przez Szeroki Wierch do Ustrzyk Górnych. Ledwo widoczna ścieżka wiła się w tym śnieżnym pustkowiu, podobnym do arktycznych krajobrazów. Z tej surowej ciszy wyłonił się samotny turysta, który powitał nas uśmiechem i serdecznie pozdrowił. Niezwykle sympatyczne było spotkanie na szlaku z goprowcem, zmierzającym na szczyt, aby zmierzyć grubość nawisów lawinowych, który z uznaniem wypowiedział się o naszym wyposażeniu.

Dlaczego jeździmy w góry?… Aby zasmakować górskiej łazęgi, trzeba zrezygnować z wielu wygód i przyzwyczajeń. Należy zupełnie przewartościować wiele utartych w życiu codziennym pewnych pojęć. Być człowiekiem gór to bardzo cenny, ale też bardzo kosztowny przywilej … Odnajdujemy w nich, tak jak wszyscy tutaj w dolinach, zazdrośnie strzeżone chwile szczęścia. Jak wytłumaczyć radość naszą, gdy nieludzko zmęczeni po ciężkiej wędrówce widzimy niezwykłe zjawiska przyrody górskiej, tak przedziwnej i zmiennej jak chyba nigdzie na świecie? Wszystkie odcienie wschodów i zachodów słońca, długie smugi przenikających przez okienka w chmurach promieni znaczących jasne plamy na stokach… Wędrowanie po górach uczy nas odporności psychicznej i wytrwałości, tego że nie ma sytuacji bez wyjścia. Ale uczy też rozwagi i rozsądnego gospodarowania siłami.

 materiał: Jacek Maćkowski

--> wstecz